Programista szuka pracy na wyspach

Nie jestem z całą pewnością ekspertem w dziedzinie szukania pracy za granicą. Miałem jednak okazję proces ten już przechodzić, dlatego chętnie podzielę się swoimi wnioskami.
Znalezienie pracy w moim zawodzie zajęło mi dokładnie 4 tygodnie i 5 dni. Brzmi to jak całkiem niezły wynik w porównaniu do tego, co czytałem na różnych formach internetowych jeszcze przed wyjazdem. Niektórzy pisali, że za pracą na obczyźnie uganiali się nawet dwa czy cztery miesiące. Byli i tacy, którzy chwalili się jedno czy dwutygodniowym wynikiem. Nie jest to oczywiście żaden wyścig, bo warto przede wszystkim znaleźć odpowiednią ofertę jako, że od tego zależy przecież potem jakość spędzania około jednej trzeciej Twojej doby.

Idealna sytuacja jest wówczas, gdy masz już załatwioną ofertę i jedziesz na „gotowe”, ale to trochę tak, jakbyś codziennie jeździł do mamy na obiad. Nie każdy ma tak dobrze!
W moim przypadku pojechałem na ślepo, z niewielka wiedzą w temacie angielskiego rynku pracy. Nie wyróżnia się on jednak niczym szczególnym, może poza tym, że kiedy w Polsce armie rekruterów dopiero opanowują nasz rynek pracy, tak w Anglii biznes rekrutacyjny to już monarchia absolutna.

Szukajcie, a znajdziecie

Jeżeli szukasz pracy jakiejkolwiek czy też przejściowej, sytuacja jest dosyć prosta. Udajesz się do jednej z wszechobecnych agencji pracy, wypełniasz formularz i w ciągu 2 dni pracujesz. Zwłaszcza w okresach przedświątecznych, agencję wciągają w huragan pracy wszystkich, nawet mrówki z chodnika. W moim przypadku, gdy szuka się konkretnego stanowiska, trzeba się niewiele więcej, ale jednak wysilić. Oczywiście pod warunkiem, że już wcześniej załatwione masz sprawy formalne, jak np. ubezpieczenie. W przypadku UK wszystko sprowadza się do umówienia spotkania w lokalnym Job Centre i zgromadzenia zapasów cierpliwości, ponieważ następnie wyczekujesz na list niekiedy tygodniami.

Lokalizacja

To pierwszym czynnik, którego ja nie wziąłem kompletnie pod uwagę. Trafiłem do rejonu Anglii (Staffordshire), który słynie raczej z przemysłu oraz fabryk, więc tym głównie żyją mieszkańcy. Na szczęście okazało się, że nawet w jednym z najmniej sprzyjających mojej branży punkcie wysp sprawnie funkcjonuje kilka porządnych firm z branży IT.
Ciekawym faktem jest jednak to, że wielu ludzi dzwoniących w sprawie pracy pytało mnie, czy nie myślałem o przeniesieniu się na południe kraju (Londyn, Coventry) a przynajmniej chociaż trochę na południe (Birmingham). Zdecydowałem się jednak nie iść im na rękę i pracę znalazłem bez problemu w “mojej” okolicy.

Technologie

Kolejna sprawa, mocno związana z branżami technicznymi. Okazało się, że w UK bardzo popularny jest C# i framework MVC, z których ten drugi zawsze wydawał mi się nudny niczym nasze polskie kabarety. To będzie ślepy strzał, ale zdaje się, że większość aplikacji biznesowych chodzi właśnie w tej technologii.

Angielscy rekruterzy mieli ogromny problem że zrozumieniem faktu, że język C# znam bardzo dobrze, ale już MVC nie za bardzo. Wynika to z faktu, że dużo czasu poświęciłem na tworzenie gier z użyciem C# ale wielu pracodawców czy rekruterow na tym etapie, taka konfiguracja faktów po prostu przerastała.

Sporo jest też ofert w dziedzinie C/C++ ale na tym polu, poza praca dyplomową, nie miałem za bardzo czym zabłysnąć. Popyt jest również na inne popularne technologie, podobnie jak na całym świecie, bez żadnych szczególnych zjawisk. Dzieje się tak za sprawą bardzo dobrego stanu i szybkiego rozwoju stanu branży IT na wyspach. Pewien Brytyjczyk w rozmowie ze mną stwierdził pewnego razu, że to zadziwiające jak kiedyś Wielka Brytania słynęła z przemysłu i eksportu, a dzisiaj to praktycznie kraj  płynący usługami IT. (tłumaczenie zmienione, sens zachowany)

Doświadczenie i wykształcenie

Obie te rzeczy możesz schować do plecaka, albowiem jak wynika z moich obserwacji, często może ono nic nie znaczyć. Fakt, że masz za sobą ukończenie jednej z najlepszych polskich uczelni technicznych brzmi dla Anglika tak samo, jak fakt, że na śniadanie zjadłeś trzy tosty zamiast dwóch. Podobnie jest z doświadczeniem zdobytym w poprzedniej pracy (poza UK), ale tutaj jest jeden wyjątek. Jeżeli efekty Twojej pracy są dostępne gdziekolwiek (film na YT, strona www, portfolio) lub jest to jakiś większy znany projekt (np. gra dostępna publicznie), momentalnie zyskujesz zainteresowanie a czasem nawet i coś w rodzaju podziwu.
Oznacza to, że będąc świeżo po studiach i bez konkretnego doświadczenia, możesz mieć pewne problemy żeby przebić się do świadomości „tutejszych”.

Zacznij od razu

To kolejna rada, której ja nie miałem na czas. Zacznij szukać pracy jeszcze w Polsce (czy gdziekolwiek aktualnie przebywasz). Na dzień dzisiejszy 95% czasu szukania pracy to rozmowy telefonicznie i do tego przychodzące. Możesz więc siedzieć w swoich najgorszych gaciach, rozkoszować się dobra kawą i odpierać telefony. Celowo użyłem tu słowa “odpierać”, ponieważ już kilkanaście minut po umieszczeniu swojego CV w jednym z popularnych angielskich serwisów do szukania pracy, możesz spodziewać się nawałnicy telefonów przy czym 99% z nich będzie trwało 20-30 minut skończy się praktycznie niczym.
Esencją tej rady jest jednak fakt, że leżenie na kanapie i odbieranie telefonów będzie nieco droższe będąc już na miejscu.
W moim przypadku miałem tyle szczęścia, że miałem że sobą odpowiednią ilość oszczędności by pozwolić sobie na ta droższą wersję. Fakt, próbowałem szukać pracy już wcześniej przez Internet, ale patrząc z perspektywy czasu robiłem to zwyczajnie źle.

Światełko w tunelu

Po dwóch tygodniach nudnych rozmów telefonicznych i zrozumieniu powyższych problemów, zaczęły się pojawiać zaproszenia na wstępne rozmowy o pracę (ang. interview). Niektóre niestety wymagały podróży pociągiem, ale w UK nie należy to do najdroższych wydatków. Połączenia kolejowe są gęste, jasne i działają zaskakująco sprawnie. Nie miałem problemu żeby dotrzeć na czas na rozmowę w Coventry, Birmingham czy w Manchester. W pewnym momencie takie jeżdżenie może zacząć wydawać się bezcelowe, bo wielu pracodawców niestety przeciąga swoją decyzję nawet tygodniami. Nie powinno się jednak wątpić, ponieważ jeżeli tylko masz fach w ręku i chęć do uczciwej pracy (co wcale nie jest takie oczywiste), znajdziesz zajęcie bez problemu. Świat ze swoim raptownym postępem potrzebuje coraz więcej osób znających się na rzeczy, techników, specjalistów w danej dziedzinie, a z drugiej strony mniej filozofów, teoretyków i błędnych rycerzy. (nie mam na myśli filozofów z zawodu!).

— —

Na koniec drobne sprostowanie. Nie jest to poradnik emigranta. Zdecydowanie nie nakłaniam do uciekania za granicę. Zachęcam natomiast do ciekawości świata, świadomości wyborów, bo tylko w ten sposób możesz kierować swoim życiem obiema rękami.