Czy programiści naprawdę są inni?

Nie będę odpowiadał za siebie, bo i po co rozgrzebywać. Nie powinno też chyba nikogo dziwić, że jeżeli ktoś spędził 50% życia na fotosyntezie z ekranem, w ogólnym obejściu może być trochę dziwny. Może unikać głośnych miejsc czy ludzi, może niekomfortowo czuć się w podstawowych aktywnościach społecznych. Jeżeli w trakcie rozmowy osobnik wyłączą się, to prawdopodobnie właśnie przetwarza w swojej głowie kolejny pomysł życia. Czasem ślini się mimowolnie, widząc solidnie zaszyfrowane dane lub równe wcięcia w kodzie źródłowym. Nie ma co jednak uogólniać, bo każdy jest inny, a my programiści czasem bywamy po prostu trochę bardziej inni.

Patrząc na kolegów z branży widzę, że nie jest tak źle, jak obrazują to znakomite obrazki z sieci. Gdyby polegać tylko na opinii Internetu, każdy programista nosiłby okulary, koszulę w kratę, mówił tylko liczbami a na kolację pisałby kolejny program przy lampce kompotu. W praktyce bowiem, wielu z nich ma normalne, bardzo ciekawe życia i pasję, a nawet założone i solidnie zaprojektowane rodziny. U mnie w firmie większość zespołu deweloperskiego wręcz nalega na firmowe wyjścia, gdzie przy rozmowie o technikach programowania i nowych trendach  w IT można odpocząć od monitora i przy okazji, w końcu spożyc coś innego niż kawa. Więc jeśli chodzi o życie, tak samo jak inni, czerpiemy pełnymi garściami i wcale nie „siedzimy cały dzień przed komputerem”, jak to zwykła mówić niejedna mama w tych czasach.

how-people-see-programmers

Jedyna różnica, jaka przychodzi mi do głowy, to interakcja że światem. Jako przykład obrazujący, na myśl przychodzi mi sytuacja z pracy, gdy pewnego razu osoba odpowiedzialna za marketing firmy (blogi, obrazki, artykuły, wizerunek) zgłosiła pewien problem. Okazalo się, że co jakiś czas z firmowego bloga znikają obrazki, mimo ich regularnego dodawania. Są na stronie kilka dni, a potem nagle znikają. Zgłosiłem się wtedy na ochotnika by ta sprawę wyjaśnić, jako, że lubię takie zagadki. Przyczyna znalazła się szybko i okazała się dosyć banalna. Strona (czy tam blog) byla zintegrowana z firmowa kontrolą wersji, więc za każdym razem gdy ktoś aktualizował kod szablonu strony, skrypt ślepo podrzucał nowe pliki, ale najpierw kasował cała zawartość folderu na serwerze. Obrazki były jednak wrzucane ręcznie, poprzez panel administratora. Ciekawe, że nikt na to nie wpadł wcześniej. Rozwiązanie było oczywiście proste, skrypt dostał filtr na folder upload i po problemie.
Co jednak mnie przeraża, to fakt, że osoba ta uzupełniała te obrazki cierpliwie, za każdą aktualizacją na nowo, tak od kilku miesięcy. Gdybym nie znał roli marketingu w biznesie, z pewnością żartowałbym, że osoba ta przynajmniej miała jakieś zajęcie.

Co z kolei zapewne przerażało wspomnianą osobę, to fakt, że zgraja zarozumiałych programistów nie potrafi dobrze napisać tego jednego, podstawowego skryptu. 🙂

Absolutnie nie mam przez to na myśli, że osoby nietechniczne są idiotami. Chodzi mi o różnicę w toku rozumowania. Dlaczego miałbym uderzać kokosem o twardą powierzchnię 4 godziny, skoro mam w szafce wiertarkę? (komentarz do góry, kto też tak robi…)